Pisanie jest jak oddychanie. Jest. Bez niego nie ma mnie.

Z listów

czwartek, 10 marca 2016

 

 Miła moja

tak długo czekam, by znowu Cię spotkać. Tu u nas czas
stanął w miejscu - ciągle mam dwadzieścia lat i Ciebie taką pamiętam.
Podglądam ten świat z ciekawością - tyle się zmieniło: ludzie, czasy
miłowanie. Jedynie wspomnienia pozostają wiecznie żywe: pulsują gorącą
krwią i nie dają zapomnieć o chłodnych dniach, zmarzniętych stopach...
Gdybym mógł ciepłym oddechem ogrzałbym je całe byś nie musiała marznąć i
sprawiłbym, żebyś każdego dnia mogła odpocząć ogrzewając zziębnięte
dłonie o kubek mocnej herbaty z miodem.

Lecz mnie nie było - tak
wykrzykiwałaś w poduszkę, gdy kolejny dzień niósł zwątpienie, a ja
byłem: podawałem Ci kromkę chleba rękami Koli, który zakochany był w
Tobie nieprzytomnie, a Ty tego nie widziałaś; w ostatniej chwili
podsuwałem brzeg rzeki, gdy lód pod Tobą niebezpiecznie trzeszczał;
byłem słońcem nagle rozświetlającym mrok i uśmiechem czarnookiego
chłopca wpatrzonego w dal...

Najbardziej bolało mnie, że wiele nie mogłem zrobić. Stałem obok Ciebie i krzesałem nadzieję, byś wytrwała.

I
oto jesteś wiatr igra w Twoich srebrnych włosach, linie znaczeń
dotykają Twoich oczu, czoła, a dla mnie ciągle jesteś tą
dwudziestoletnią dziewczyną, którą Czas wystawił na próbę. Przetrwałaś i
jesteś: moją nagrodą, wiarą w człowieka, moim cichym miłowaniem, dzielna
dziewczyno o niebieskich oczach. Bądź i opowiadaj, bo przecież żyjesz!

Twój wierny Anioł Stróż

piątek, 27 marca 2015

 

For. Dakann

 

Drogi M.

Zatęskniłam za Tobą bardziej. To pewnie wiosna, bo wiosną tęskni się wyraźniej.

Pod moje okna wieczorami podchodzą obrazy i mają Twoje oczy. Zima przydała im owej szczególnej szklistości, którą widać jedynie u schyłku zimy. Potem ciepłe dni wyzłocą je słońcem i bursztynową poświatą i będą takie...dla wszystkich.

Chyba się starzeję. Roztkliwia mnie małe dziecko nieporadnie stawiające pierwsze kroki, starość ze zrolowanymi grubymi rajstopami, kadry filmowe, które wcale nie miały być do płaczu.

Pytasz, co u mnie słychać? A ja nie wiem, co Ci napisać, bo im rzadziej się widujemy, tym mniej mamy sobie do powiedzenia. Co u mnie? Może mogłabym opowiedzieć Ci o syndromie pustego gniazda, ale nie opowiem. Bo mnie nie dotyka. Dobrze mi w tej samotni, czasem burzonej dźwiękami telefonów lub niespodziewanym szczekaniem psa. Wyrodna matka?... Zanim z gniazda powiało pustką zbudowałam swój kąt, który nie potrzebuje ciągłej obecności innych, by promieniować uśmiechem. Egoistka? Być może.

A u Ciebie? Ciągle wieczna wiosna? Nadal hołubisz w myślach inne kobiety, mając u boku kobietę idealną - Annę? Zapewne Wasze dziecko też już stawia pierwsze kroki i nie możesz nacieszyć się tym małym cudem, które za Twoją sprawą pojawiło się na świecie?

Przymknęłam oczy. Przez lekko uchylone powieki widzę jak firanka tańczy na wietrze, bo wiesz? Dziś mam 16 stopni za oknem i otworzyłam na oścież balkon, by nacieszyć się radosnymi trelami. Z ciepłymi podmuchami wiatru chłonę wspomnienia.  Potem je rozdrapuję. Czym byłyby bez Ciebie?

Całuję, O.

sobota, 08 listopada 2014

 

Fot.Citrusfrukt

 

Muzycznie: Aga Zaryan - Autumn Quince

 

Mój drogi M.

Oczywiście, że pamięć o Tobie pachnie tak samo.

Na skwerach coraz mniej dzieci i fontanna z każdym dniem smutniejsza. Słoneczny zegar nadąsany, bez pracy, przysypia na betonowym cokole. Przysiadam na ławce i z żeliwnego akantu wróżę na przyszłość, rozkrzyczane wrony unoszą miejskie ploteczki daleko ponad rozum.

Nie ma mnie, a przecież jestem: w tym śpiewie kołyszącym nagimi topolami; w szepcie żółknących traw na klifach Rozewia; w opowieściach wirtualnie namacalnych, splamionych słowem, których nie wytrze żadne alt+ctrl+del. Śmiejesz się z mego uwikłania w  nierzeczywiste relacje. A przecież i Ty traciłeś serce, rozum kładąc na klawiaturze, a ta nie mogąc unieść ciężaru racji wypisywała ciągi  niezrozumiałych bzdur. Dla nich, długo w noc, pisałeś siebie ubranego w inne imię, własnego psa i sobie tylko znane ścieżki. Czasem mi tego brak.

Pytasz, czy wypatruję nowej miłości? Wiesz, wolność od małżeńskich zobowiązań tylko przez chwilę smakowała szaleństwem. Teraz to stan zastany, bez nadziei na coś więcej niż klawiaturowe legato, prowadzone gdzieś na znanych portalach pulsujących od różnych marzeń, którym nierzadko cielesność nie jest potrzebna.

Przesyłam Ci kilka nut, niechaj Cię prowadzą duktami, wydmami, miejskimi ścieżkami. tylko, nie zabłądź! Zresztą, komu ja to mówię.

Całuję jesiennie.

Twoja O.

 

sobota, 07 czerwca 2014

 

                 Fot.Vimark

 

Drogi M.

Przeglądałam się dziś w lustrze Twoich słów. Tyle nocy uciekło bezpowrotnie, tyle słońc wzeszło niepochwyconych. Spróbuję z Ciebie stworzyć jutro na M.: pachnące jaśminem szalejącym gdzieś przy płocie; z huśtawką, której kołysanie dosmacza poranną kawę; z muzyką, która ociera się o nogi jak kot.

Piszesz, że za mało czujesz, a za wiele sobie potrafisz wyobrazić. Cudze zachcianki trzymają cię mocno przy ziemi. Samotność wśród tłumu ma smak zimnej wódki przepijanej do innych. Wyganiam chmury na pola, a one rozpływają się pod bacznym okiem psa kontemplującego niebo.
Rozkrzyczane ptaki zapowiadają powroty, w których ładnie nawet marnotrawnym.
Bierzesz mnie wiosno w posiadanie, a ja odwdzięczam Ci się lekką sukienką i roztargnieniem, które rozwiewa mi włosy. Czekam na zieloną falę.
Za moimi plecami zdyszane klaksony poganiają czas.                                                        

Mrużę niewyspanie. W oknie naprzeciw rudy kot wylizuje resztki snu. Mieć go na wyciągnięcie ręki. Nie służy mi bycie Julią polującą na księżyc. Stan podgorączkowy stawia mnie do pionu. Pamięć krótkotrwała chichocze w kułak palcem pokazując nocne fotografie. Powinnam kochać i smucić się Osiecką, strofami wygładzać noce niespokojne i dni byle jakie; udawać, że wcale nie mijam,  gdy w półprzymknięciu oczu uwodzę tęsknotę za liczbą mnogą.   

Mój drogi M. za chwilę znów znajdziemy w sobie upodobanie.

listy
jak rąk dotykanie
uważne spojrzenia znad liter
składanych
w my
w przegrzewaniu komputera
szukam ratunku od tego świata
w którym bywam zbyt

Twoja O.

                                                                 

czwartek, 06 marca 2014

 

Fot.Lieveheersbeestje

 

Moja dociekliwa O.

Tak sobie pomyślałem, zamiast rozmawiać o współczesności, o czymś, co się staje, co trwa lub daje nam siłę do tego, by rankiem zwlec nogi z łóżka, to mówimy do siebie o jakiś poplątanych losach, pokręconych drogach, nieszczęśliwych zakończeniach.

Może tak i trzeba. Określić swoją pozycję. A najpierw ze swego wnętrza ją wydrzeć, odnaleźć, dzieląc się doświadczeniami w zdobywaniu doświadczeń.

Kiedyś sądziłem z młodzieńczą naiwnością, że można w życiu kierować się prawdziwymi uczuciami wierząc w czystość intencji, w nieskomplikowany świat. Wszystko wydawało się proste przy takich założeniach. Miłość może kierować każdym naszym posunięciem. Przez jej pryzmat jak na dłoni widać priorytety. I pytałem ludzi: czy wierzysz w miłość prawdziwą? I każdy chciał wierzyć, ale przykładów  ze swego życia przytoczyć nie potrafił. I sam się nad tym zastanawiałem. Bo tak naprawdę, najtrudniej pogodzić się z tym, że miłość ma przeróżne oblicza i zmienia się wraz z czasem. Najtrudniej pogodzić się z tym, że najpiękniejsze chwile porywające serca, wypełniające cudownym zapachem zwyczajne powietrze, że te chwile trwają krótko. A później przychodzi zmagać się z codziennością, wspierać, dopomagać, służyć - po prostu być. I to oblicze miłości nie jest już tak atrakcyjne, choć wzniosłe, to już nie uwznioślające, chociaż szlachetne, to już nie tak duchowo ekscytujące.

Kiedy więc pojawi się ktoś, komu możemy oddać swoje myśli w tenże świeży i piękny sposób, ulegamy stawiając na szali cały dotychczasowy nasz uczuciowy dorobek, a na drugiej hedonistyczne ciągoty. Nawet jeśli zdajemy sobie z tego sprawę, robimy coś wbrew rozsądkowi, bo uczucia nie poddają się krytyce rozumu. Dzięki temu pojawia się w nas ten pierwiastek nieobliczalności, zaskoczenia, niepewności. I dlatego nie jest nudno, bo niczego tak naprawdę w tej materii nie sposób przewidzieć. Gdyby podporządkować się racjonalnym zasadom, przestalibyśmy chyba być ludzcy.

Twój "mentorujący" J.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
statystyka Protected by Copyscape Web Plagiarism Tool