Pisanie jest jak oddychanie. Jest. Bez niego nie ma mnie.
niedziela, 02 listopada 2008


Dziś widziałam ciszę. Małym, sennym cmentarzem spacerowała w sukience z szeleszczących klonowych liści. Miała znajome oczy i uśmiechała się z wyrozumiałością. Przezroczystą dłonią płomyki świec osłaniała od wiatru, który szedł ku niej od jeziora.W rudych włosach tańczyły ognie całego cmentarza. W przepastne kieszenie zbierała smutki pozostawione w alejkach. Potem groblą, lekko nad ziemią, odeszła w mgłę.Tę znad jeziora.



siedzimy naprzeciw siebie
ty i ja
dudni między nami
tabun poganianych słów
nie pójdziemy za sobą w ogień
nie będziemy razem koni kraść
ostatnie słowo
które nic nie zwiastuje
pierwsze spojrzenie
które wszystko tłumaczy
ja kobieta
smutniejsza o wiek
ty mężczyzna
dziwnie oniemiały

piątek, 31 października 2008


Skradłam ci słowa. Położyłam przed sobą i z uśmiechem patrzę, jak ufnie wygrzewają się w cieple niebieskiej lampki.
Najpierw metafory. Te zawsze pierwsze, bo wiedzą, że je nie tak łatwo odkryć. Dumnie prężą każdą ze swych literek. Każdy je potrafi przeczytać, nie każdy rozumie. Zaraz po nich porównania. Te mniej śmiałe patrzą spod spuszczonych rzęs i opowiadają chwile. Chwile jak lekkie nitki babiego lata, miękko osiadają na rzęsach i patrzą głodnym wzrokiem. Tuż za nimi epitety. Te z najcieplejszych stron serca. Czasem marzące, czasem śmiałe, a czasem zupełnie ciche.
Patrzę na świat przez bordowe okulary.
Przez ciebie.

1 ... 161 , 162
 
statystyka Protected by Copyscape Web Plagiarism Tool