środa, 25 stycznia 2012
jeśli w ziarnku piasku mieści się świat który kona spróbuj przećwiczyć dni z deklinacji zachwytu co w ciasnym surducie obchodzi nasze żale jeśli w ziarnku piasku mieścimy się spójrz miły jak łatwo poza nawias wyrzucić dom który czeka dzieci które nie przyjdą kocham co splata się z niedowierzaniem jeśli w ziarnku piasku... przyjdź proszę z burzą
sobota, 21 stycznia 2012
będziesz dla mnie w kawiarence nad Wisłą tuż przy skarpie w motylach co rozczulają powietrze w pokrzykiwaniach gondolierów Był Ktoś.
wtorek, 17 stycznia 2012
![]() - Poluzjanci Dawno nieczytana O., kiedy tęsknię za Twoim słowem, a Anna zaśnie, wyciągam z szuflady listy pisane Twoją ręką. Czy tu już zaczyna się zdrada? Ukradkowość spotkań z Tobą ma posmak grzechu. Ja zatwardziały ateista mówię o grzechu... Milczysz. Chwilami ta cisza boli. A może jest tak, że wtedy mi bardziej smakujesz, taka odległa i nieobecna. Siadam na tarasie i wpatrując się w zaśnieżone szczyty widzę Miasto Pierwsze - czerwone dachy, uliczki spadające w dół, wąską rzekę, park i szeroką bramę i tuż obok zamek... A potem przymykam oczy i w przydworcowym hotelu piję z Tobą kawę. Pamiętasz jak na dole hotelu, jeszcze wtedy w Pewexie, wybierałem dla Ciebie zapach? Odrobina Zachodu na Twoich nadgarstkach, pod kolanami i szerokie łóżko hotelowe, które przyjęło chciwie "koronkowy" zapach. Czasem wybucha w mojej głowie, a ja na palcach noszę niepokój. W takie dni Anna mówi, że jestem odległy. Gdyby wiedziała... Moja piękna Anna. Jest taka inna od Ciebie. Wczoraj, gdy zasnęła, na podłogę zsunęła się gazeta, którą czytała. Pomyślałem, że mimo różnic jakie Was dzielą, jesteście podobne i na pewno ten tekst spodobałby się i Tobie. "Dawno dawno temu spotkały się wszystkie ludzkie uczucia i namiętności. Szaleństwo rzuciło pomysł, by zabawić się w chowanego. "Wy się ukryjcie, a ja będę szukać", powiedziało. Najszybciej schowało się lenistwo, bo tam, gdzie stało. Prawda nie zrobiła tego wcale, gdyż wiedziała, że i tak wyjdzie na jaw. Piękno ukryło się w tęczy, wiara w błękicie nieba, wolność w powiewie wiatru, zazdrość w oczach człowieka, rozwaga tuż przy ziemi. Miłość w krzaku róż. Szaleństwo odkryło wszystkie kryjówki, tylko miłości nie mogło znaleźć. W końcu dostrzegło różany krzew i tak gwałtownie się nań rzuciło, że kolczaste gałęzie wykłuły miłości oczy. Od tej chwili miłość jest ślepa i przemierza świat prowadzona przez szaleństwo. Wypijmy za to, by taka pozostała na zawsze!" - z toastów gruzińskich. Czy wiedziałaś moja droga O., że Gruzini każdym toastem zaklinają szczęście? Twoje zdrowie, Moja Droga. Tęskniący M.
niedziela, 08 stycznia 2012
![]() Gdy zasypiamy, nigdy nie wiemy, którą ścieżką snu pójdziemy. Czy poprowadzą nas Gawędziarze czy Zmory? Gdy śpisz i się uśmiechasz, na twojej głowie dłoń położył Gawędziarz. Gdy zrywasz się oblany zimnym potem, dotknęła cię Zmora. Mała dziewczynka. Emma. - Co tu robisz? - Nie mogłem się do ciebie dodzwonić. - Gdybym chciał z tobą rozmawiać,odebrałbym. - Emma leży w szpitalu. Mówią, że doznała jakiegoś ataku. John. Ojciec Emmy. W szachu trzymają go pieniądze. I Zmora. - Kathy i ja jesteśmy przy niej, ale ona potrzebuje ojca. -To już nie jest moje miejsce. - Musimy o tym zapomnieć. Dla twojej córki. - Co mogę teraz zrobić? (Chce tobą manipulować). Pytam cię, co mogę? Teraz jestem wystarczająco dobry, by być jej ojcem? - Musimy o tym zapomnieć. To teraz przeszłość. - Na pewno? Dla mnie to teraźniejszość. Przekonałeś wszystkich, że jestem antychrystem i mi ją odebrałeś... Tropiciel i Gawędziarz - To dziecko umrze, a ty marnujesz jej czas! - Śmierć to jej najmniejszy problem. - Masz rację! Więc jej pomóżmy. - Wiesz, że zniżkowa spirala to zasadniczo reakcja łańcuchowa? - Wszystko, co mówisz nie ma najmniejszego sensu. - To wszystko są reakcje! Jedna rzecz powoduje następną. Człowiek ma słabości, jest wadliwy. Wada prowadzi do poczucia winy. Poczucie winy do wstydu. Wstyd rekompensuje sobie dumą i pychą. A kiedy upada jego duma, rozpacz bierze górę i prowadzi do jego destrukcji. Tropiciel - Wszystko kryje się w takcie. Bóg odebrał mi wzrok. Ale wciąż słyszę takt. - Takt? - Takt świata. Wszyscy jesteśmy częścią piosenki, ja słyszę muzykę. - Możesz mienić przebieg ludzkich żyć? - Tak mawiają. Ink. Bądź uważny.106 minut na pograniczu jawy i snu. Tu możecie obejrzeć ten film on-line
piątek, 06 stycznia 2012
a przecież piszę mam ciszę z palców na głowie dom i pięćdziesiąt metrów powinnam wyprowadzić psa i powiedzieć dziecku że je kocham odkładam ważne na potem w szerokim łóżku gubię sny a potem odnajduję je wciśnięte między poduszkę a zagłówek nocami kocham nienagannie dzień wydziera ze mnie resztki odwagi i znowu odkładam nas na potem - jak łatwo być niedosiężną królewną
poniedziałek, 02 stycznia 2012
![]() Fot.własna - Robert Kasprzycki Marzysz mi się. Idę do sklepu i kupuję dwa kubki, dwie poduszki, dwa długopisy...Jednak jest we mnie niewiara, bo ciągle mam chęć kupować po dwie takie same książki. Po co jednemu domowi podwójne egzemplarze? Wyliczam czas. Ile to już się znamy? I ciągle tak mało o sobie wiemy. Pocieszam się, że to dobrze wróży, bo jest jeszcze między nami przestrzeń do odkrywania. Rozleniwia mnie odległość. Otwieram szafę - kijki patrzą na mnie z wyrzutem. A ja zerkam za okno i mam usprawiedliwienie dla odkładania marszu na jutro, pojutrze: " ...bo widzisz mgła, wilgoć-kolano dokucza coraz bardziej". Ciągle przekonuję siebie, że powinnam nacieszyć się sprawnością, póki mnie znów nie pokroją. Zamiast pewności nabieram kilogramów. Otorbiam się w nie jak w płaszcz ochronny, zasłonę przed niekochaniem. Przed skrzywdzeniem. I nagle olśnienie: masz nowy rok! Postanów. I zacznij się spełniać. Nie można całe życie się bać.
środa, 28 grudnia 2011
Powinieneś nosić zapach. Jak się nosi parasol na niepogodę - ostrzeżenie dla niezadowolonego nieba. Zanim bym Cię zobaczyła, już bym wiedziała, że się pojawisz. W przybranym uśmiechu numer pięć, który mógłbyś wziąć za krygowanie, na chwilę zmieniłbyś zdanie. Powinieneś nosić zapach. Jak okno otwarte na to, co się zbliża. Przez nie mogłabym zajrzeć i ja. Wiedząc, że pijesz zimną herbatę, wrzuciłabym dla podgrzania jakieś zgrabne kłamstwo, w które żadne z nas nie uwierzyłoby, ale na chwilę zatrzymałoby czas i tysiącem obrazów dałoby wyobraźni pole do popisu. Powinieneś nosić zapach. Ciekawość to za mało. Powinnaś pisać listy i wysyłać je w ciemno jak opatrunki na stygnące uczucia. Przykładam noc na bolące miejsca. Noc jest łaskawa, bo niewymagająca. Nie muszę nic robić i mogę być tym, kim byłem zanim się zjawiłaś. Z bezruchu Cię mam Niebieskooka, a Ty mi piszesz, że jeszcze się zdarzymy, bo nas obiecano. W kieliszku stygną chęci, nawet wino traci moc zaklinania. Powinnaś pisać listy. Coraz słabszy zapach opowiada Ciebie.
sobota, 24 grudnia 2011
Niech nie zabraknie w Was miłości. Bo od niej wszystko się zaczyna: spokój, uśmiech, zdrowie i śpiewanie. Pogodnych Świąt Bożego Narodzenia.
sobota, 17 grudnia 2011
(Boję się, że ten blog stanie się kroniką śmierci) Coraz mniej we mnie poezji, a proza ... proza oblepia mnie całą. Chucham na noce, bo dnie przechodzą jak szalone. A może jest tak, że świat przyspiesza w okolicach Świąt Bożego Narodzenia? Potrzebuję magii. (Cesaria bosymi stopami wystukuje niebiański rytm)
piątek, 09 grudnia 2011
a jeśli nic się nie zdarzy czas nie stanie w rozkroku i tylko dzwony rozkołyszą ciszę którą splataliśmy razem na palcach wtedy zawsze możesz powiedzieć że nas nie było nadstawiam ucha gdzieś zza ściany pianinowe legato uspokaja przestrzeń pierwszy śnieg druga młodość na czubkach butów niosę świat którego coraz mniej bez ciebie
niedziela, 04 grudnia 2011
On był człowiekiem, który znał się na wielu rzeczach, a jak się nie znał, to sprawiał wrażenie, że znał się świetnie. - prof.Andrzej Strzelecki o Adamie Hanuszkiewiczu Andrzej Hanuszkiewicz mówił: - Ja w życiu nie uwiodłem żadnej kobiety - słowo honoru! A one w dalszym ciągu mnie uwodzą. Nie rozumiem tego fenomenu. - Teatr to rytuał, napięcie, wyładowanie energii, branie energii. To msza profanum. Nieporównywalne z niczym. Każdy aktor to panu powie. -Wie pan, z telewizji zwrócili się do mnie z prośbą o odpowiedź na dziesięć pytań o własnej śmierci. Dziesiąte pytanie brzmiało: "Jakie pan by chciał usłyszeć pierwsze dwa zdania na pana pogrzebie?". "Umarł Hanuszkiewicz. Będzie nudno w teatrze". Już jest, jakbym umarł. Dziś, w wieku 87 lat zmarł Adam Hanuszkiewicz. W teatrze wieje nudą.
czwartek, 01 grudnia 2011
Gdy ledwo oddycham, czytam niemądre książki, za które sama zapłaciłam. Nieskomplikowany świat wychodzi mi naprzeciw w rozsądnych dawkach niemyślenia. Jestem jak dziecko, które ucząc się chodzić, nie wie, że można latać. Naburmuszona przyjmuję codzienność w oczekiwaniu niezwykłości, a życie staje się czekaniem bez możliwości egzaminu powtórkowego. Sortuję fotografie bezgranicznie ufając dniom, które były. Jutro będę mała. Przecież to takie proste.
sobota, 26 listopada 2011
![]() - Stacey Kent - Tede, słyszysz? Tede! Tede otworzył oczy i przeciągnął się. W pierwszym momencie nie wiedział, gdzie jest? Mała siedziała skulona w kącie łóżka i szeroko otwartymi oczami wpatrywała się w okno. - Mała, co się dzieje? I nagle usłyszał ten dźwięk - huczący, głęboki, jakby ktoś rozkołysał wielkie dzwony. Dźwięk był przenikliwy i sprawiał, że wszystko drżało jakby ktoś chciał cały świat wybić z rytmu mu przypisanemu. Tede zmrużył oczy i już wiedział, gdzie słyszał ten dźwięk. Objął Małą ramieniem i przytulił do siebie. - Musiało stać się coś niespodziewanego- wyszeptał. Mała wpatrywała się w chłopca nie rozumiejąc. - Pewnego dnia każdy z nas musi odejść. Tak naprawdę nie wiemy, dokąd. Idziemy w ciemno i chcąc nie chcąc nic nie możemy zrobić, by to zmienić - pewnego dnia nasz czas się skończy. Tede ciaśniej otulił ramieniem Małą. - Gdy żyjemy w zgodzie z sobą Koniec Końców brzmi cichutko i tylko w chwilach zwątpienia kładzie się cieniem. Gdy ktoś odchodzi na zawsze leciutkie dzwoneczki budzą zaświaty - w krainie Końca Końców czekają i szykują miejsce dla tych, których czas się wypełnił. - Tede, ale to nie są leciutkie dzwoneczki - Mała miała oczy pełne łez. - Bo widzisz Mała, gdy sami decydujemy, kiedy kończy się nasz czas, wtedy TenKtóryWszystkoWie całym ciężarem wiesza się na największym dzwonie Krainy Końca Końców i budzi całą krainę. Nikt się nie spodziewał nowego przybycia, dlatego trzeba się spieszyć, by wszystko przygotować. TenKtóryWszystkoWie nazywa ten dźwięk dzwonem na trwogę. Im więcej z nas go słyszy, wtedy dźwięk staje się mniej przeraźliwy i łatwiej temu, komu się spieszyło, trafić do krainy Koniec Końców - po prostu krócej błądzi. Chłopiec uważnie wpatrywał się w oczy dziewczynki. - Witaj, Mała, w gronie tych, którzy skracają drogę odchodzącym. Tede przytulił Małą i razem wsłuchiwali się w cichnący dzwon TegoKtóryWszystkoWie.
sobota, 19 listopada 2011
![]() Fot.własna Zamykam oczy i jestem deszczem. Jesienią jest łatwiej drobić słowa, nie czekać, nie tęsknić; mieć tysiąc lat i ani dnia mniej, gdy zmrok za oknem i topola zdradza tajemnice przemijania. Dom wziął w posiadanie Czas i rytmicznie, nad kubkiem herbaty, wybija godzinki. Odpuszcza w sobotę około szesnastej i pozwala pokładać się zegarom. Wtedy te otulone okładami z lekko napisanych książek horyzontalnie wysławiają tykanie. Czas cicho potakuje. Tak-zastanawiam się, jak żyć pomiędzy?-tak.
czwartek, 10 listopada 2011
mogłabym wyspowiadać się z każdego zająknięcia przeciw tobie i pokutnie w noc klepać barany suchymi ustami zdejmować odium moja wina moja wina kropla wina tymczasem uwodzi mnie przemijanie zmarszczki napięte jak struny przegrywają z kremem przeciwzmarszczkowym w drodze do twego chcę
sobota, 05 listopada 2011
![]() - Katarzyna Jamróz - Jedźmy tam! Nigdy tam razem nie byliśmy. To niedaleko Walizkowego Wzgórza. Zobaczysz, Zielonooka się ucieszy! Nareszcie będziecie mogły się poznać - Tede uśmiechał się szeroko. Mała zmarszczyła czoło i nie wiedziała, skąd w niej ten strach? Kłębił się gdzieś pod skórą, by zacisnąć się ciasno na żołądku. Może to wspomnienie Walizkowego wzgórza, może chłód listopada, a może niepewność? Myśl o podróży i poznaniu Zielonookiej niezmiennie smakowały goryczą. Ilekroć Tede o niej opowiadał Mała wymyślała tysiące rzeczy do zrobienia niecierpiących zwłoki: gotowała obiad na jutro, wycierała kurze, myła wcale nie brudne szyby. Wszystko to po to, by Tede nie zauważył lęku szklącego w jej w oczach. - Mała? Dlaczego nic nie mówisz? - Tede usiadł obok na kanapie i przyglądał się jak dziewczynka to pruła, to znów zszywała swoją sukienkę. - Tede, ale ja teraz nie mogę. Obiecałam, że pomogę w cerowaniu chmur, rozwiewaniu beznadziei. Miałam też wziąć udział w prostowaniu dróg... - Mała z namysłem wymieniała sprawy "na wczoraj". - Przecież to może poczekać-powiedział chłopiec z przekonaniem-Pamiętasz jak mówiłaś, że gdy tylko nadarzy się okazja to pojedziemy do Zielonookiej? Ona nie może się już doczekać. - Nie wątpię - mruknęła pod nosem Mała i niebezpiecznie szybko zaczęła mrugać oczami. Spruty rękawek od sukienki spadł na ziemię - Tede, musimy teraz jechać? Mamy tyle pracy: trzeba zagrabić ogród przed zimą i poprawić plot od strony sadu i ... - Wiesz co Mała? Teraz rozumiem, co miał na myśli ten, który powiedział: nie chcieć, to wymyślać odległość - rzucił Tede i wyszedł z domu. Mała walczyła ze łzami nie wiedząc, co zrobić? Pamiętała każdy uśmiech Tede, gdy opowiadał o Zielonookiej, każde jego spojrzenie, jakim obejmował ją, gdy oglądał album ze zdjęciami... W takich chwilach nie mogła zapomnieć, że dawno temu Zielonooka była dla Tede ważna. Spojrzała na drzwi, za którymi szumiał wiatr. Tede nie wracał. Mała już nie walczyła ze łzami-płynęły nieprzerwanie. Nagle otworzyły się drzwi. Chłopiec podszedł do Małej i wziął ją bez słowa za rękę i poprowadził w stronę wyjścia. Wyszli na ganek. Dookoła robiło się coraz ciemniej, tylko w kącie paliło się małe światełko. Gdy podeszli bliżej Mała już wiedziała, skąd bierze się ta jasność. Na stoliku, w kącie ganku, chłopiec ustawił wielką dynię, która jaśniała wydrążonym uśmiechem. Tede położył dłonie Małej na dyni i nakrył je swoimi dłońmi. Dziewczynka spojrzała na niego pytająco. - Bo widzisz Mała, dopóki nie zapalisz światła każdy kształt wydaje się czającym się Chaosem. I dopóki nic nie zrobisz, ten będzie się karmił twoim strachem i rósł w siłę. Zapal światło, Chaos zniknie. Gdy pytasz, staje się jasność. Zapytaj mnie, Mała! Dziewczynka podniosła na niego oczy. - Tede, czy jestem dla ciebie ważniejsza niż Zielonooka? - spytała cicho Chłopiec przytulił Małą. - Jesteś moim wszystkim, zapomniałaś? Dynia mrugała ciepłym światłem.
wtorek, 01 listopada 2011
![]() Fot.własna - Anna Maria Jopek "Smuga smutku" Listopad na górce wiejski cmentarz huczy od pośpiechu ksiądz dobrodziej zaciera ręce Patrzę na stare groby i jest tak jakby 1878 rok był zaledwie wczoraj. Gdy pamiętamy, wszyscy są obok nas. I nieważne jak nazywasz swego Boga, bo najważniejsze jest owo westchnienie. Dwa groby obok siebie - one zawsze mnie przyciągają. Otoczone słaniającym się ogrodzeniem, które starannie kąsa czas, mają w sobie jakąś magię. "Tu spoczywają zwłoki ś.p.Teofili z Maciukiewiczów Suchockiej, zmarła d. 22 grudnia 1878 roku po przeżyciu 62 lat. Pozostała rodzina prosi za jej duszę o westchnienie do Boga". Wzdycham cicho i zmarznięte dłonie chowam w mankiety płaszcza. Powinnam wracać szybko do domu, do żywych. W drodze do bramy cmentarnej kątem oka łapię jeszcze szarą płytę nagrobkową: dzieli nas tylko czas - wykuty napis jak memento mori. Lubię tu być na chwilę przed 1 listopada, bo ten pachnie dla mnie pochodem pierwszomajowym-parada futer, kapeluszy i usteczek w ciup; tysiące dzióbków uszminkowanych cioć: - Co u ciebie kochana? Nadal cię twój mąż tłucze? - Moja droga, jak tam córka i zięć ? Dalej mają komornika na karku? Bo moja ... (tu wstaw dowolne imię) ostatnio kupiła nowego mercedesa, ze skórzaną tapicerką i obiecała mnie zabrać na Boże Narodzenie. - Och, to cudownie kochana, pierwszy raz zobaczysz wnuka? Ile to już ma lat? Siedem? Czas się kołysze między nagrobkami. Zapach naftaliny miesza się z zapachem mokrych liści. Dotykam starej fotografii, na której zastygł znajomy uśmiech. Odczarowuję złe emocje. A w głowie dźwięczą mi słowa Anny Kamieńskiej: bo umrzeć to zbyt mały powód, żeby przestać kochać.
piątek, 28 października 2011
Fot.własna - Anna Maria Jopek "Pieniądz jest jak każdy inny wirus: przeżarłszy duszę, w której zagościł, odchodzi w poszukiwaniu świeżej krwi" — Carlos Ruíz Zafón Krwawię zmęczeniem. Ostry zapach przyciąga Zwątpienie. Ta rozsiada się wygodnie i z nogą na nodze pali papierosa. Pod sufit szybują idealne kółka. - Zapal - rzuca, wykrzywiając usta ni to z drwiną, ni to z uśmiechem. Wyczuła mój słaby punkt - dziś pachnie mi dym papierosowy, jakby nie było tych pięciu lat, gdy już nie palę. - Co? Ciężko? Sama chciałaś. Siedem nieszczęść przy tobie to miss universum. Śpisz trochę? Liczę dni, a to znak, że Zwątpienie ma rację. Jestem diabelnie zmęczona. Przedsiębranie wysysa ze mnie mnie samą. Miałam być niezłomna, a nie żyję - przebiegam dni. Czyżbym zdradziła siebie? Srebrniki szczerzą zęby. Chcę ocalić duszę. Mam czas do końca roku. Obiecała tyle wytrwać nietknięta.
piątek, 21 października 2011
![]() Fot.własna w moim niebie aniołowie przychylni ciszy chodzą na palcach bosymi stopami strącają marzenia wprost na twą pościel
piątek, 14 października 2011
|
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Poznaję Ciebie
Z moim głosem
Zamknięte
Ze skrzynki pocztowej
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||