wtorek, 09 lutego 2010


Fot.własna




"Tak oddzielni jak dwie obce sobie dłonie

tak dalecy jak najdalszy w świecie Wschód
tak samotnie nierozłączni, tak pozornie umiejący
czasem rzucić kilka podgrzewanych słów.
Bez gwarancji na wypłatę odszkodowań
po tej smutno śmiesznej wojnie, którą jest
nasza miłość, wciąż żyjemy, jakieś słowa bełkoczemy
by ich kitem zlepić ścian pękniętych sześć.
Pytasz " po co mamy ciągnąć sprawy dalej,
gdy nie w porę nam się zdaje nawet szept.
Między stołem a komodą, między łóżkiem a podłogą
gdzie nas nie ma, bo są bardzo ważne bzdury.
Szklankę mleka dziś rozlałem, cały problem
i na stole zostawiłem znowu kram.
Czy to warto toczyć wojnę, kiedy czasy niespokojne
gdy na czynsz i światło ledwie starcza nam.
Mleko w potop się rozlało między nami,
i stos gazet w Chiński zmienił się dziś Mur,
nie tak miało być, na Boga, czy pamiętasz moja droga
głupie mrzonki o pałacach pośród chmur.
Pytam " po co mamy ciągnąć sprawę dalej",
gdy nie w porę nam się zdaje nawet szept.
Między stołem, a komodą, między łóżkiem i podłogą
gdzie nas nie ma, bo są bardzo ważne bzdury.
Tak oddzielni jak dwie obce sobie dłonie,
splećmy palce swe w gordyjski węzeł dni,
żeby czas, ten kawał durnia, nigdy nie mógł ich rozsupłać
żeby nawet śmierci miecz nie przeciął ich.
Bez gwarancji na wypłatę zielonymi,
zazdrosnymi banknotami bądźmy znów,
tak bez sensu nierozłączni, tak już zawsze umiejący
pocałunkiem rano budzić się - ze snu."
- Robert Kasprzycki



Fot.własna


...czego się dotkniesz słowem się staje
a w kolejce do lata
stygnie życie

sobota, 06 lutego 2010

Fot.własna



- Tamara Kalinowska


Dziś, gdy starannymi ruchami polerowałam gładką taflę, ona bezgłośnie wołała o pomoc.
Srebrną ścieżką po głowie spacerowały tysiące myśli.
Są dni, gdy jestem bardzo stara.
Lustro o tym wie.

czwartek, 04 lutego 2010

Fot.własna 



 Dyżurka pielęgniarek. Naprzeciw niej szeroko otwarte drzwi.
- Pani naprawdę chce tam iść? Od kilku dni jest agresywny. Dziś już dostało się kilku osobom...
- To nic. Spróbuję.
Z łóżka zerka na mnie mężczyzna ok 50-55 lat. Patrzy z ciekawością, jakby chciał zapytać: I po co tu, babo, przyszłaś?
- Dzień dobry.Jestem logopedą - mówię odrobinę za głośno -  jestem cała uśmiechem, widzisz?-dodaję w duchu.
Cisza. Wzrok ucieka gdzieś w bok. Nie ma w nim już ani odrobiny ciekawości, może tylko pytanie: ciekawe, po ilu minutach wyjdzie? Siadam po lewej stronie łóżka, na metalowym stołku.
Wyciągam fotografie przedmiotów codziennego użytku.Szafa, stół,  telewizor...
- Tttt tttttyyyyy tttttttt - palec pokazuje na fotografie. Nie z zainteresowaniem-ze złością.
Dociera do mnie, że siedzę po niedobrej stronie łóżka, ale za późno by się przesiadać.
Jedna próba - nic, druga , trzecia... milczenie i tylko to złowieszcze tttttttt tyyytttttt.
- Chciałby pan, żebym sobie poszła?
- Tyyyyyy..ttttt - coraz większe zniecierpliwienie.
- Może pan powiedzieć: "ty"?
Cisza. I nagle słyszę:
- Jezus Maria - wyraźnie, dobitnie. A brzmi to jak wołanie o ratunek.
- Ttttt...uniesiona dłoń, spięte ciało nakryte szpitalnym kocem- KURWA!
Sztywnieję, chociaż podświadomie czekałam, kiedy padnie przekleństwo.
- Chce pan bym sobie poszła?
- Ttttyyttttttt
- Proszę podnieść lewą rękę i sobie pójdę.
Pomału lewa ręka zgina się w łokciu, a po chwili unosi.
Zbieram fotografie rozsypane na łóżku.
- Dobrze, już sobie idę, ale tu wrócę. Może jutro? Do widzenia panie Januszu.
Gdy łapię za klamkę słyszę ciche:
- Do widzenia.
Od rehabilitanta dowiedziałam się, że żonie pana Janusza zaproponowano, by oddała go do Domu Pomocy Społecznej. Może on to słyszał? Sala, na której leży, znajduje się naprzeciw pokoju pielęgniarek, a te traktują go jakby był głuchy.

środa, 03 lutego 2010


Fot.własna


- Grzegorz Tomczak


gdy płonie niebo
aniołowie na szale wieszają
białe prześcieradła
nic się nie dzieje-wołają
łagodnym ruchem skrzydeł
studząc emocje
jutro będzie niebo
śmieje się gabriel
grając z bogiem
w kości

wtorek, 02 lutego 2010







Przyszłość. Wędrowiec spieszący na zachód przez spaloną słońcem Ziemię.
- Jesteś głodny? Wiesz, że musisz przyjść, żeby coś dostać. Nie udawaj obojętnego. Posmakuje ci. To chińszczyzna. Widzisz? Zostaw miejsce na śniadanie.
Przetrwać bez trzęsących się dłoni.
- Jestem tylko klientem, w porządku?
- W porządku. Wybacz, ale muszę zobaczyć twoje dłonie.
- Nie jestem jednym z nich. Teraz wyjmę coś z plecaka. Możesz zdjąć palec ze spustu.
- Stary, to Phantom 900. Nie widziałem czegoś takiego od wieków.
- Zdobyłem to na wschodzie.
- Ciągle działa?
- Tak, trzeba tylko naładować.
- Możesz to dla mnie zrobić? Naładować ją. Mam kable.
- Nie potrzebuję kabli, ale mogę ci to naładować, o ile masz pieniądze.
- Mam.
- A krem do ust? Masz jakiś krem do ust?
- Nie, żadnych kremów, ale mam koci łój.
Nowy, dziki świat
- Carnie, jedna ekipa wróciła do miasta. Mają coś dla ciebie.
- Książki?
- Całą masę książek.
- Powiedz im, ze chcę ich widzieć. W tej chwili.
- Spisaliśmy się. To ta, której szukasz? Nie ma jej tu?
- Nie.
- Nie kapuję.To cała masa książek.
- Nie musisz rozumieć.Wystarczy, że ja rozumiem.
- Pozostaw to mnie, a pozostaniemy przyjaciółmi.
- Pokładam w tobie wiarę, że znajdziesz ją.
Księga ocalenia.
- Co miałeś na myśli, mówiąc że to nie jest zwykła książka?
- Jest jedyna w swoim rodzaju.
- Jak to?
- Po wojnie, w interesie ludzi leżało znalezienie każdej, której nie strawił ogień. Niektórzy uważali, że to głównie przez nią wybuchła wojna.Tak czy inaczej, to ostatnia jaka się zachowała.
- Jak ją zdobyłeś?
- Mówi się, ze wojna wydarła dziurę na niebie. Pewnie słyszałaś tę historię. Słońce zeszło na ziemie i wszystko spłonęło. Wszystko i wszyscy. Niektórzy mieli szczęście. Schowali się w miejscu takim jak to - w podziemiach, ale większość ludzi tego szczęścia nie miała. Po roku zaczęliśmy wychodzić na powierzchnię. Snuliśmy się bez celu, nie wiedzieliśmy, co robić?  Każdy starał się tylko przetrwać. Pewnego dnia usłyszałem głos. Ciężko to wytłumaczyć, ale to było tak, jakby dochodził z mego wnętrza.
- Co ten głos powiedział?
- Poprowadził mnie do miejsca, w którym znalazłem tę księgę zakopaną pod gruzami. Głos powiedział mi, abym zabrał ją na zachód i że ścieżka, którą będę podążał, jest już przygotowana i doprowadzi mnie do miejsca, w którym księga będzie bezpieczna.
Głos zapewnił mnie, że będę strzeżony przed wszystkim, co stanie mi na drodze. Od tamtej pory jestem w drodze...

110 minut o księdze, która również dziś porusza umysłu wielu i o kierowaniu się nie wzrokiem, lecz wiarą. Nie nudziłam się ani minuty. I Denzel Washington (Eli), słuchający na ipodzie piosenki ( "How can you mend a broken heart"), która za mną chodzi...

poniedziałek, 01 lutego 2010




"Rzymski biograf Plutarch zamieścił w swych dziełach wzmiankę o pewnym spokojnym z natury człowieku, który z dnia na dzień nagle zaczął okazywać skrajną niecierpliwość i irytację. Kiedy bliscy ludzie skrytykowali tę gwałtowną zmianę postawy, ów człowiek pokazał im jeden ze swych sandałów i spytał: Czy ten sandał jest dobrze zrobiony? Czy jest przedniej jakości? A kiedy odpowiedzieli, że owszem, dodał:No tak, patrząc na niego skąd możecie wiedzieć, że mnie ciśnie!"
M.R.Kopmeyer


Obiecuję nie zgadywać-zapytam.

niedziela, 31 stycznia 2010


Fot.własna (wiosna z Biedronki)






nie powiem
czekam
niech mi nie wierzy
gdy nagą stopą zataczam
czas po stole
moją sukienką szeleszczą marzenia
niebo mieszka w kałuży
miękko otula ziemię
zakochane w niej
aż po siódme bramy
tu rządzi cisza
gdy spisz
delikatnie trąca struny
w niebieskim domu nad bramą
czas zawisł w powietrzu
uniesioną brwią
latarnik powiada
dobre duchy mieszkają gdzie chcą
zamknięte w pudle
śpią westchnienia słuchaczy
burza oklasków przycichła
i tylko senne pomruki portiera
drgają na strunie c
no chodź
czego się boisz?
piątek, 29 stycznia 2010


Fot.własna


Młodzi policjanci z drogówki, uśmiechnięci od ucha do ucha, przyjechali po pół godzinie.
- Eee, to wystarczyło spisać oświadczenie.
- Nie, nie wystarczyło. Chcę to zgłosić!
- Taaaaa jest!!! - śmieją się brązowe oczy, zabrakło tylko salutowania - Proszę prawo jazdy, ubezpieczenie i dowód rejestracyjny.
Podaję.
- To co? Mandat?- szczerzy się jak w reklamie pasty do zębów stróż prawa drogowego.
Nie bardzo rozumiem, o co mu chodzi? Patrzę na niego zdziwiona.
- Podała mi pani dowód, ja chciałem prawo jazdy - oczy skrzą się jak śnieg w słońcu.
Policyjny radiowóz, świstek bez żadnego podpisu czy stempelka o zgłoszeniu kolizji i mijający czas.
- Jak pani będzie jechać zgłosić szkodę, to niech pani uważa, tam jest wąski parking.
- Chce pan powiedzieć, żebym uważała, bo mogą mnie znów stuknąć?
- Nooo, może stukną z drugiej strony, to się wyprostuje z tej drugiej.
Ciekawe, gdyby na moim miejscu był mężczyzna, czy pan policjant też by pozwolił sobie na takie żarty? Mnie wcale nie było do śmiechu.
I wiecie co? Dobrze, że spisałam numer rejestracyjny taksówkarza, który wgniótł mi drzwi. W Compensie okazało się, że uroczy pan policjant nie wpisał numeru polisy.
I tu przypomniało mi się powiedzenie, które w mojej głowie brzmi po rosyjsku:
Dowierzać, ale sprawdzać.
I jeszcze taka refleksja:
Chcę wierzyć w to, że w całym tym zdarzeniu pierwsze skrzypce zagrał mój urok, a nie niekompetencja policjanta o ciemnych jak kawa oczach.;)


Fot.własna




piszę do pana
bo zjadłam każde razem
a potem chłodnym okiem
mierzyłam odległość miedzy nami
w popłochu tęczę rysowałam
gdy nazbyt daleko spadaliśmy od siebie
piszę do pana
ucząc się na nowo 
chcieć między słowami


środa, 27 stycznia 2010


Fot.własna




uczę się głośno
nazywać szczęście
lustro łapie
posunięte w latach
spojrzenia
głoski
rozbijają się o taflę 
spokojnym
będzie lepiej

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 37
statystyka Protected by Copyscape Unique Content Check