piątek, 18 maja 2012


- Mój pan wiosną chętnie wyprowadza mnie na spacer. Azor


Wiosną ludzie piszą listy.

Szanowna Pani!

Piszę do Pani, ponieważ jest Pani wśród obserwatorów bloga X autorstwa pana występującego pod pseudonimem Y. Pan ten podaje się za mężczyznę stanu wolnego, a w rzeczywistości jest żonaty (od kilku lat, druga żona). Pan Y. ma romans z moją partnerką życiową, której nie przyznał się, że jest żonaty. Poznał ją za pośrednictwem swojego bloga i wykorzystał swój dar pisania, żeby się do niej zbliżyć. Przypuszczam, że mogła nie być jedyną adresatką jego awansów. Jestem do dyspozycji gdyby miała Pani jakieś pytania albo chciała podzielić się ze mną jakimiś informacjami.
Z poważaniem X.Y

Wiosna nam wszystko wybaczy?


Szanowna Pani,

Piszę do Pani, albowiem należę do obserwatorów Pani bloga i wielokrotnie zauważałem, że razem ze mną obserwuje Pani blog wielu panów stanu pozornie wolnego w sensie formalnym i naprawdę wolnego w sensie duchowym, albowiem dzięki Pani poezji wznoszą się ponad swoje ograniczenia. Nie wiem, czy zmartwię Panią, jeżeli ujawnię, iż zauważyłem podobnego rodzaju istoty wśród obserwatorek Pani bloga.
Nie wiem tylko, czy te moje spostrzeżenia mają podtekst erotyczny (w sensie, że Panowie i panie obserwują Panią z rozkoszą lubieżną, czy jedynie z rozkoszą).
Niewątpliwie wiele z owych zabłąkanych u Pani dusz jest samotnymi żeglarzami, pomimo, że pływa na okrętach z liczną załogą. Są pewnie i kłamcy pływający na falach cudzych złudzeń i nadziei, ale w archipelagu niespełnionych marzeń są także wyspy złoczyńców.
Z poważaniem, Życzliwy :)
niedziela, 13 maja 2012
 


- Waglewski,Kosmowski, Gałażyn,Sadowska "Tango damskie"



przychodzę z lata
z rozkrzyczanych wspomnień
pachnących chmurami
przez rozlane mleko prowadzę
wszystkich świętych od nagłych wypadków
przydrożnym kapliczkom składając uwielbienie
zasłaniam  przeszłości grzechy
małe przemilczenia przymykają wielkie oczy



Dzisiaj umarła. Wiedziała, że upada i nic nie zrobiła.
W ostatniej chwili powstrzymała się przed krzykiem.
Świat zaczął chwiać się w posadach.
Tam, dziesięć pięter niżej miało zacząć się nowe.
On spojrzał na nią z sąsiedniego okna.
Panienko , panienko! Niech panienka zatrzyma się.
Była tu i tam. Wielka woda przelewała się w niej, znajdując ujście w łzach.
Niech to cholera jasna! Idź sobie!
Księżyc patrzył z politowaniem.
Wielki wóz nie mógł już znieść widząc jak się męczy.
Życzliwie skierował się w jej stronę.
Spadła bezpieczniej niż mogłaby chcieć. Uśmiechnęła się. Spojrzała w dół.
Okno nadal było otwarte, a on miał usta otwarte z przerażenia.
Do diabła z takim aniołem stróżem! - prychnęła pogardliwie.
.............................................................................................................

Patrzyła jak szedł polną drogą. Zaczęła płynąć obok niego czujnie.
Wiedziała, że chce przestać być.
Z przerażeniem patrzyła na kolejne obrazy, zmieniające się jak w kalejdoskopie.
Miotał się - wściekłość i żal szarpały nim na przemian.
Hej, zatrzymaj się!
Rzucała mu kłody pod nogi. Miał upaść. Nic.
Zrozpaczona patrzyła jak tonie.
Zabierz mi te cholerne skrzydła! wykrzyczała w niebo.

środa, 02 maja 2012


Uczę się na nowo zachwytu liczonego krokomierzem w mojej głowie.
Odprawiam złudzenia przywołując zapomniane marzenia.
Wsparta o to, co było, wiem jak omijać  ostro-bolesne rafy.
Te kusząco niebezpieczne, serce uciszając miodem, biorę na logikę i szukam sensu w ich przepływaniu - czasem się mylę i daję sobie do tego prawo.
Patrzę na moich rodziców i jestem im wdzięczna za to, że nawet w najczarniejszych scenariuszach zawsze byli obok i nie tracili wiary, choć nie ułatwiałam im tego. Czasem było trudno, czasem było beznadziejnie, a czasem... wcale nie było. Wtedy właśnie oglądałam planetarium z dziesiątego piętra i Olsztyn był taki kategoryczny. Dziękuję Mamo, Tato (tak trudno opisać wdzięczność)
Musiałam wiele się nauczyć. Dziś już wiem, że po najciemniejszych dniach wychodzi słońce. I staram się o tym nie zapominać.
Moje niebo ma dziś kolor raju.
I nawet anioł stróż, w welonie z płatków mirabelek,
przymknął na chwilę oczy zdumiony.


poniedziałek, 23 kwietnia 2012





- Sophie Zelmani


- Wychodźcie, szybko! - zawołała Mała i z trudem otworzyła wielkie drzwi szafy.
Maleńkie postacie mrużyły w słońcu oczy i wydawało się jakby każda z nich była niewidoma.
- No szybko, szybko - Mała śmiała się serdecznie - czas na wiosnę! Lalkarz w towarzystwie Chaosu wyjechał na północ. Mamy tylko czas do jutra, a tyle muszę wam pokazać.
Postacie ani drgnęły. Jedyną oznaką tlącego się w nich życia były szybko mrugające oczy.
- No, dlaczego się nie ruszacie?!  Tak niewiele czasu zostało, a wy tyle czasu siedzieliście w zamknięciu. Jeżeli teraz nie wyjdziecie to, to...
Mała przestała się śmiać, a w jej oczach zalśniły łzy.
- No przecież na Walizkowym wzgórzu zakwitły żółte podbiały, na grządkach za rogiem mienią się niebieskookie szafirki, a bazie zamieniły się już w puchate gąsienice. Musicie to zobaczyć - dodała pociągając nosem.
Na półeczkach szafy zaszurały małe nóżki, ale żadna z marionetek nie wyszła z zamknięcia, mimo, że drzwi stały otworem. Mała przysiadła zrezygnowana i schowała buzię w dłoniach. Od czasu do czasu jej drobnym ciałem wstrząsał szloch, nawet nie słyszała jak od strony Młyna Czasu nadszedł Tede.
- Mała? Co się stało? Dlaczego płaczesz?
Ale zanim usłyszał odpowiedź zobaczył otwarte drzwi szafy i kilkanaście par paciorków oczu wpatrzonych w niego uważnie i już prawie wiedział. Usiadł obok Małej i poprawił jej przesuniętą kokardę. Potem objął ją ramieniem i spytał cichutko:
- No mów. Co się dzieje?
- Bo, bo - Mała rozszlochała się na dobre i łzy jak grochy zaczęły kapać na sukienkę - bo ja chciałam im pokazać wiosnę i kwiaty, i gniazdo małego trzciniaka. No i myślałam, że skoro Chaos i Lalkarz są daleko to oni pójdą ze mną - głośno pociągnęła nosem. To na pewno moja wina, że nie chcą wyjść, za szybko otworzyłam szafę, słońce ich oślepiło na zawsze i dlatego boją się wyjść - dziewczynka rozpłakała się na dobre.
- Mała, to nie twoja wina.
- Nieee?
- Nie. Bo widzisz, to jest tak: jeżeli zbyt długo siedzisz w zamknięciu i jesteś zależna od kogoś tak bardzo, że nie musisz martwić się tym, co będzie jutro, i gdy nagle stajesz przed całkiem innym wyborem jesteś przerażona - stawiasz na to, co znasz. Złe, ale oswojone. Nowe ma wielkie oczy jak strach, który rośnie w silę, gdy nie wiesz, co cię czeka.
Mała bez słowa podeszła do szafy i pomalutku zamknęła jej drzwi. Dopiero teraz zauważyła, że nie było w nich zamka.

sobota, 21 kwietnia 2012



balkon wyśpiewuje głosem Stacey Kent
wieczór przysiadł zdumiony
i pachnie ciętym chlorofilem
jak opisać szczęście?
obrazem cię dotknę
patrz


środa, 18 kwietnia 2012



- A Nieboskłon jest tu.


Gdzieś Pomiędzy
tobą a Nikąd
rozsiadły się słowa
na pięciolinii wysokiego napięcia.
Nie słyszę ich
czuję tylko smak czarnej kawy
parzonej na przemian
allegro
andante
przy akompaniamencie
przerażonego serca.
Ostatnie przymknięcie powiek
nad porcelanową kołyską.
Skondensowane do słowa
pośpieszne Wszystko.
Jeszcze tylko łyk
między wróżką a do widzenia.
Bije na trwogę
sekundnik stróż.
- Idziesz?
- Idę
- To już?
- Już
T.


wrócisz ? niedługo
nim miną nas dzieci wspomnienia i jesień
nie broń się
anioły z zamkniętymi oczami
nie tracą szmaragdowej poświaty
nawet gdy śpią
Pomiędzy mną a Nikąd
jest kraina do której zawsze możesz wrócić
K.


wtorek, 10 kwietnia 2012





- Tomasz Lewandowski


na wydętych brzuchach chmur
układam westchnienia
i jest w nich tyle żaru
ile zmieścić może niewypowiedziane
kołysz się ze mną
jakbyś z każdym rokiem młodszy był
o nasze tête-à-tête
zajadane gdzieś nad ranem
w sennej wsi w pół drogi do zdarzeń

czwartek, 05 kwietnia 2012




Chodź, wracamy do domu!
(Do domu?)
Na werandzie wiatr od morza porusza kartkami niedoczytanej książki.
Słone palce, słona ulga.
Czy myślisz, że tam ktoś doczyta mi "Wodę dla słoni"?
W odpowiedzi słona cisza.

Wiklinowy fotel kołysze pustkę.


Poranne powietrze chłoszcze mnie po twarzy jej zapachem. Bursztynowe oczy ufnie czekają na znak. Przytrzymuję drzwi. - No, wchodź - Przez moment widzę jak merdając ogonem wbiega po schodach na górę. Zabieram z werandy książkę. Zastanawiam się czy najpierw powiedzieć dzieciom, czy najpierw zrobić im śniadanie? Tato, tato! Skończyliście czytać "Wodę dla słoni" ?

Dziś nie będzie śniadania.




poniedziałek, 02 kwietnia 2012



gdzie śpią wiersze gdy ich nie  ma
czy im metafory nie śnią się po nocach
a może w wielokropkach nadziei wypatrują
na to, co się napisze samo
złapane między poduszką a łykiem zimnej wody
piaskowy dziadek z coraz bardziej siwą brodą
obchodzi na palcach niwę
która w zapachu budzących się pytań drzemie
niezwyczajna lekkich słów
moje wiersze umierają przedwiośniem
zazdrosne o nowe gniazda
balansujących na dachach bocianów
sobota, 24 marca 2012

Fot.własna





chodź
wypijemy to co się rozlało
i między nami szumi famą
jeszcze nie czas na do widzenia
tak mało z nas pozostało
jutro co wiecznie zabiegane
wczoraj gdy przecież nas nie było
gdybyśmy byli zapowiedziani
sobie a muzom wyłożyli
karty na stół krzyczałby kelner
los co oczy ma zawiązane
wiosna by miała prawo bytu
chodź
wypijemy to co się rozlało

czwartek, 15 marca 2012




Wiersze potrzebują szczerości.
Wtedy wychodzą spod pióra dumne i zaopiekowane.
Mają tyle lat, na ile wyglądają i ani dnia więcej.
Lubią wtykać nos w to, co odeszło.
Gdy myślisz o wierszu zapomnij o autorze.
Przeczytane strofy oddychają śmielej.
Gdy jesteś wierszem.


niedziela, 11 marca 2012


Coraz częściej odchodzą ci, których piosenki znałam na pamięć.
Zostają kroniki.

czwartek, 08 marca 2012



Muzycznie - Krzysztof Napiórkowski


potrzebuję nieba na wyśpiewanie
kawałka dnia na dzień
zamykam oczy i Warszawa
podchodzi mi do gardła hotelowym korytarzem
uczę się być w maleńkim mieście
karmię gołębie i psu pokazuję wrony
zagarniamy siebie codziennie w pełnym zakłopotania milczeniu
dziś wołałam słońce
przysiadło mi na powiekach
szerokim largo
rozsypują się złote nuty
nakrapiany marzec szczyci się zapowiedzią ziołowego ogródka
jak co roku sieję bazylię
w tym roku w towarzystwie lubczyku, ogórecznika i rozmarynu
'o, mój rozmarynie' śpiewa w mojej głowie
czy wiesz, że rozmaryn ma fioletowe kwiatuszki?
pan pogodynka w bordowym krawacie za kilka dni obiecuje -naście stopni powyżej zera
a potem będzie droga cała moja
i znowu kilometry zachwytu
chcę już


sobota, 03 marca 2012



Muzycznie - Kamil Wasicki


- Tede, widzisz tych ludzików?
- Widzę, Mała. Dzianie się przyciąga ciekawych i ciekawskich. Jedni będą tylko chcieli zobaczyć, co się dzieje. Inni będą  próbowali wpływać na to, co widzą, pomimo, że to ich nie dotyczy. Kolejni, choć powinni zareagować, odwrócą się i pójdą w swoją stronę. Są też tacy, których zechcesz bliżej poznać i zrobisz wszystko, by stali się częściej twojej muzyki. Czasem zawiedzie instrument, czasem ucząc się zagrasz fałszywe tony, lecz kolejne powtórzenia sprawią, że melodia będzie coraz czystsza.
Mała z zachwytem w oczach przyglądała się Tede, który stał na środku sceny wsparty na jaworowych skrzypkach. Krąg światła obejmował drobną postać chłopca i sprawiał, że chłopiec wyglądał jak świetlista zjawa. W powietrzu wirowały drobinki kurzu, a wpadające słońce sprawiało, że te drobinki wyglądały jak słoneczny pył. W takich chwilach Mała miała wrażenie, że Tede jest nie z tego świata i była dumna, że jest jego częścią. Czasami niezbyt dobrze rozumiała, co Tede mówi, ale wiedziała, że chłopiec nie pozwoli by zwątpiła w jego słowa i że za jego słowami nie kryje się Chaos, ten który dotknięciem sztywnych palców mrozi serca i usypia na zawsze przyjaźnie.
Dziewczynka z przejęciem słuchała Tede i chciała jak najwięcej zrozumieć.
- Pamiętaj Mała, że zawsze sami gramy swoją melodię. Czasami ktoś odważy się podejść bliżej. Im mniejszy dystans, tym coraz więcej słyszysz dźwięków i czyjaś interpretacja staje się po trosze twoją. Zaczynasz wtedy nieśmiało wtórować melodii i z każdym akordem i każdym dysonansem coraz zgodniej wychodzi to wspólne granie. Granie na cztery ręce nie jest łatwe, ale gdy już tego się nauczysz, wtedy muzyka ma tyle odcieni, ile w pojedynkę nie sposób wyczarować.
- Tede? - szepnęła cichutko Mała
- Tak?
- Pamiętasz? Pytałeś, co chciałabym dostać na urodziny? - dziewczynka wpatrując się w podłogę, zamilkła na chwilę - Chciałabym dostać flet - wydukała nieśmiało.
Tede uśmiechnął się, kiwnął głową  i zaczął grać. Słoneczne dźwięki wypełniły szczelnie całą salę i zaczęły wypływać na zewnątrz. Za oknem zaczynała dziać się wiosna.

czwartek, 23 lutego 2012





i nie ma ciebie przy oknie
książka smutna  nieczytaniem
w zakładach pamięć zapachu chowa
za duże łóżko wspomina bitwy na poduszki
w zimnych okopach prześcieradeł
marzną marzenia przespane
i nie ma ciebie
na chwilę i na wieczność
zapalam światła by cienie rozgrzeszyć
z samotności we dwoje

sobota, 18 lutego 2012




- Buddy Holly


Ten film przypomniał mi pewną rozmowę:
- Czasem brakuje mi cierpliwości.
- Ile lat ma twój syn?
- 17.
- Pociesz się, że będzie jeszcze gorzej. Jeszcze jakieś dwa lata.
Ciekawe, co by powiedziała A. gdyby obejrzała ten film?
............................................

Rodząca się bezsilność
- Powiedz mama.Ma - ma. Mama. Kevin. Możesz powiedzieć piłka?Pi pi pi piłka? W porządku.Rzucę ją do ciebie, a ty mi ją odrzucisz, ok? Odrzuć do mamusi.No odbij piłeczkę do mamusi.
W porządku, ok.
Szukanie pomocy.
- Jak był niemowlakiem nie przestawał płakać. Myślałam, że może ma problemy ze słuchem.
- Jego słuch jest w porządku.
- Nie powinien już mówić? Czytałam gdzieś, że niemówienie w tym wieku jest wczesnym przejawem autyzmu.
- Nic na to nie wskazuje. Nie martwiłbym się tym zbytnio.
- Jest opóźnionym małym chłopcem, prawda?
Blizna.
- Pamiętasz od czego to masz?
- Najbardziej szczera rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłaś. Wiesz, jak oduczają koty od srania gdzie popadnie? Podkładają im własne gówno pod nos. Nie lubią tego.Więc korzystają z kuwety.
Nadzieja, zniecierpliwienie, złośliwość i pampersy.
Poćwiczmy liczenie. Co jest po 3?
- 9.
- Co jest po 7?
- 71. 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20, 21, 22, 23, 24, 25, 26, 27, 28, 29, 30, 31, 32, 33, 34, 35, 36, 37, 38, 39, 40, 41, 42, 43, 44, 45, 46, 47, 48, 49, 50. A teraz możemy z tym skończyć?!
- Proszę, możesz dodać to jak myślisz, że jesteś taki mądry. Nie zrobiłeś tego! Nie zrobiłeś! Dobrze się bawisz?!
Ciąża i zazdrość.
- Wiec tata niedźwiedź zasiewa swoje nasionko w mamie niedźwiedzicy i przeradza się w jajeczko.
- Chodzi o pierdolenie?
- Wiesz, co to znaczy?
- Chłopczyk wkłada ptaszka w muszelkę dziewczynki.
- Nigdy nie chciałeś mieć kogoś z kim mógłbyś się pobawić?
- Nie.
- Może ci się spodobać.
- A co jeśli nie?
- To się przyzwyczaisz.
- To, że do czegoś się przyzwyczaisz nie znaczy, że to lubisz. Przyzwyczaiłaś się do mnie.
- Za kilka miesięcy wszyscy przyzwyczaimy się do kogoś nowego.
Lektura.Pierwsze przytulenie.Nadzieja.Pierwsze odtrącenie ojca.
— Na Boga! — zawołał Gilbert. — Czy w tobie diabeł siedzi, że udają ci się takie sztuczki!
— No, nie jest chyba ze mną aż tak źle — zaśmiał się Robin.
Wziął nową strzałę...
- Wszystko w porządku kochanie?
- Wziął nową strzałę i założył cięciwę. Strzelił i znowu trafił tuż koło środka. A za trzecim razem ulokował strzałę w samym środeczku tarczy, prosto pomiędzy dwiema poprzednimi, tak, że ich pióra zmieszały się ze sobą i z daleka przypominały jedną grubą strzałę. Głęboki pomruk przebiegł przez cały ogromny tłum, gdyż takiego łucznictwa Londyn nigdy nie oglądał...
- Hej mistrzu, jak się masz? Lepiej?
- Idź sobie, jestem zmęczony.
- Aha, w porządku. Jasne, odpocznij sobie bracie.
- Mamo, nie przestawaj czytać.
Robin Hood od którego wszystko się zaczęło.
107 minut sprawdzianu matczynej miłości.
Film, który budzi pytanie: dlaczego? To 'dlaczego' brzmi długo po zakończeniu filmu.


poniedziałek, 13 lutego 2012


"Przyjaźń jest niezbędna człowiekowi dla właściwego funkcjonowania jego pamięci. Przypominać sobie przeszłość, nosić ją zawsze przy sobie jest być może koniecznym warunkiem zachowania, jak to się mówi, integralności swojego ja. Po to, by owo ja nie zwęziło się, zachowało swą objętość, należy podlewać wspomnienia niczym kwiaty w doniczce, i to podlewanie wymaga regularnych kontaktów ze świadkami przeszłości, to znaczy z przyjaciółmi. Są naszym zwierciadłem; naszą pamięcią; niczego od nich nie wymagamy, tego tylko, by od czasu do czasu odkurzyli zwierciadło, abyśmy mogli się w nim przejrzeć."
- M.Kundera"Tożsamość"


Gdy ciebie nie ma zastygam chwilą, którą nie mam komu opowiedzieć.

środa, 01 lutego 2012




ty co zbawiasz światy od niemówienia
zagraj na nosie arią ze śmiechem
być albo śnić
z nadzieją w nogach
za krótkie życie podciągać jak kołdrę
rodzić wiersz
biały jak twe dłonie
i nie czekać na więcej
środa, 25 stycznia 2012




jeśli w ziarnku piasku
mieści się świat który kona
spróbuj przećwiczyć dni
z deklinacji zachwytu
co w ciasnym surducie obchodzi
nasze żale

jeśli w ziarnku piasku mieścimy się
spójrz miły jak łatwo
poza nawias wyrzucić
dom który czeka
dzieci które nie przyjdą
kocham co splata się z niedowierzaniem

jeśli w ziarnku piasku...
przyjdź proszę z burzą


sobota, 21 stycznia 2012






będziesz dla mnie w kawiarence
nad Wisłą tuż przy skarpie
w motylach co rozczulają powietrze
w pokrzykiwaniach gondolierów

Był Ktoś.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 32
statystyka Protected by Copyscape Web Plagiarism Tool