Blog > Komentarze do wpisu

Ból zapisany w kodach


Fot.własna


Na korytarzu Szpitalnego Oddziału Ratunkowego prawie pustki.  Mężczyzna, zwinięty z bólu na krześle, z trudem odpowiada na powitanie.
Na ścianie kod kolorów obwieszcza: Jeśli bardzo Cię boli, zostaniesz przyjęty natychmiast- tu kod czerwony; jeśli mniej - kolory bledną i tak oczekiwanie na przyjęcie zjeżdża w dół tęczową drabiną: od natychmiast poprzez sześć godzin i dalej, aż do czystej przyjemności przebywania na szpitalnym oddziale pod drzwiami wszechmocnych w kitlach.
Mężczyzna błagalnym wzrokiem zaklina drzwi. Wygląda nieciekawie. Odpowiada, że czeka aż ktoś go przyjmie. Zza drzwi z kodami rozbrzmiewa radosny śmiech. Czekanie rozciąga się jak guma. Weszłam do gabinetu - pani pielęgniarka i pan lekarz na monitorze komputera coś przeglądają, przed nimi parują kubki z kawą. Wysyłają  mnie na drugi koniec miasta. 
Mężczyzna zostaje sam na korytarzu zwinięty na krzesełku.
- Już tam byłem - wyszeptał - pewnie tu wrócicie.
Kody. Cienka czerwona linia miedzy bólem a zrozumieniem.
Nie musieliśmy tam wracać. Nie wiem, na jakim kolorze zatrzymało się czekanie tego mężczyzny?
Ilekroć tam jestem przypomina mi się pewien stolarz, który nieopatrznie włożył palec we frezarkę. Krwawiąc niemiłosiernie, blady jak kreda, czekał pod tymi samymi drzwiami, co my dzisiaj, na audiencję. Czas uciekał z cichym jękiem. Nie wytrzymałam i weszłam do gabinetu:
- Na korytarzu mężczyzna okropnie krwawi! Ma cały rękaw we krwi i wygląda jakby miał za chwilę zemdleć.
- Niech trzyma rękę do góry! - usłyszałam od pielęgniarki.
Gdy mężczyzna osunął się na podłogę od razu zjawił się lekarz.
Życie. Szpital. Kod czerwony.
 
środa, 11 listopada 2009, ja-sama
TrackBack
TrackBack URL do notki:
Komentarze
2009/11/11 16:03:45
Lekarz przychodzi DO PRACY . Pracować ???
-
2009/11/11 16:42:37
A to trzeba by spytać lekarza, Berenice-a.
Mam nadzieję, że pracować:)))
-
2009/11/11 18:56:31
Przypomina mi się sytuacja sprzed dwóch lat kiedy, przyjechałem do ortopedy z wodą w kolanie i powiedział, że trzeba natychmiast zrobić punkcje i wstrzyknąć antybiotyk. Po diagnozie usłyszałem: Wie Pan jest koniec roku i w przychodni nie ma leków jakby Pan poszedł do apteki na przeciwko to ja mogę to Panu od razu zrobić. Także poszedłem zakupiłem, pokrzyczałem trochę, bo to boli :)

Jednak to jest jeszcze sprawa małej wagi, a nawet powiedziałbym kosmetycznej podłóg tego co zdarzyło się mamie mojego kolegi. Diagnoza stwardnienie rozsiane podane leki, później następne mija rok dwa mama kolegi czuje się chora, popada w depresje dostaje proszki okazuje się, że po zmieszaniu z poprzednimi powodują (mama kolegi nie jest świadoma tego) halucynacje. Mama kolegi doprowadzona do ostateczności popada w amok chcąc popełnić samobójstwo do drodze próbuje także pociąć żyletkami syna. Nie udaje jej się, wieziona jest do szpitala okazuje się, że to fatalna kombinacja leków, okazuje się, że mama kolegi nie ma stwardnienia rozsianego.
Pewnie po takich wydarzeniach Weronika postanowiła by umrzeć.
-
2009/11/11 19:48:52
lekarz to nie tylko praca. To też powołanie. A niektórzy go niestety nie mają...
-
Gość: MajaK, abiq102.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/11/11 19:53:37
...nie odzywam się tu....przygladam z boku....ale dzisiejsze słowa mnie uaktywniły.....nie bedę opowiadać co widziałam przez ostatnie póltora roku.....opiekowałam się chorą,leżącą Tesciową.....średnio raz na dwa miesiące ladowała w szpitalu.........pominę milczeniem co przeżywałam .....byłam przy niej przez całe dnie....... i teraz gorąco modlę się do Boga o zdrowie dla mnie.....obym nigdy nie musiała być zdana na Ich łaskę...OBY!!!!!!!!!!!!!!.....nie mam nikogo kto mógłby być przy mnie wtedy....
-
2009/11/11 21:04:20
Chyba najcieplej wspominamy lekarzy gdy się okazało,że wszystko w porządku : -)))) mija strach i pojawia się ulga , i spokój,,,,,,,
Zapewne wśród białego personelu jest wiele oddanych lekarzy i pielęgniarek, tylko tak cholernie trudno na nich trafić,,,/Vogue/
-
2009/11/11 21:32:58
Na pewno znam takich co najmniej dwóch, a jestem przekonany, że jest ich dużo więcej. Niestety lekarze tworzą korporacje co wytwarza pewne swoje patologie. Jednak nie można jakoś szczególne uprzedzać się do tej grupy, nawet poprzez swoje przykre doświadczenia, rozumiem, że trudno się przebić przez swoje negatywne doświadczenia, ale jednak czasami liczby mówią za siebie ponad 114 tyś lekarzy to na tyle dużo, żeby wyróżnić wiele różnorodnych grup. Poza tym nie można mówić o patologiach w służbie zdrowie jedynie przez pryzmat lekarzy, bo jeszcze jest w tym ogromna rola instytucji plus uregulowań prawnych. Tako rzekłem :)
-
2009/11/11 21:37:29
Jest we mnie bezsilność, gdy patrzę i nie mogę pomóc.A potem przychodzi złość.Wierzę, że są lekarze prawdziwi.Wierze, że prócz przepisów mają też serce. Bo najłatwiej wyciągnąć pieniądze i iść do lekarza prywatnie. A najbardziej denerwuje mnie , że ten sam lekarz państwowo ma inna twarz , a inna prywatnie.Rozumiem, że lekarz to nie cudotwórca, że to tez człowiek, ale...ciągle widzę tego zwiniętego na krześle. A potem inny obrazek: lekarz , młody lekarz patrzy z wysokości biurka na stopę stojącą na ziemi. Pytam, czy pan lekarz ma rentgen w oczach? I od kiedy nie robi się zdjęć? Oszczędności? Niekoniecznie, bo jesli coś będzie nie tak, to pan doktor zaleca wizytę u lekarz rodzinnego, a potem ten rodzinny zaleci ortopedę ... Trzy zamiast jednej. Śmieszno i straszno.Niby nic.
A co mają powiedzieć mama kolegi Jakuba, Bliscy Mai i wielu innych?
Wierzę i znam prawdziwych lekarzy.Takich z sercem na dłoni,którzy swoją wiedzą mądrością i wrażliwością lecząc różne choroby niosą wiarę w Człowieka. Obyśmy tylko takich spotykali.
Jakubie, Tom, Maju, Ika - dziękuję Wam za wasze komentarze:)
-
2009/11/12 09:19:06
Nie wiem dlaczego ale przypomniał mi się ksiądz -katecheta z liceum, ksiądz Tadeusz,,, taki nieudacznik wg innych , bo gdy Ci inni jeździli "brykami" on dojeżdżał do szkoły na skladaku Wigry: -) a na jego sutannie mozna było dostrzec kilka dyskretnych napraw,,,,: -)Uczył rok, to był jedyny rok w liceum kiedy na lekcje religii zostawała cała klasa ,,,,, : -)
-
2009/11/12 20:00:46
Ika, to pewnie te Wigry;))
Wiesz, wierzę, że sa tacy, którzy maja w sobie moc skupiania ludzi. I są jakby obok.Czujni i uśmiechnięci.Jakby nie z tego świata.
-
2009/11/12 20:56:41
z innej bajki,,,,, i słusznie,że wierzysz,,,, a jak kogoś takiego mamy jeszcze blisko siebie tak : -)))
-
2009/11/12 21:49:59
Kogoś takiego trzeba umieć rozpoznać najpierw, zaakceptować, uwierzyć, zaufać. Czy ideał można pokochać ? Przecież kochamy z marszu, zamykając oczy przy pocałunku.
-
2009/11/13 20:59:27
Ika, szczęściaro!


Berenice-a., ideał to musi być ktoś, z kim nie da się żyć.;)
-
2009/11/14 09:43:03
Czy określenie Ideał nie ulega bardzo osobistym ewolucjom? Czy MÓJ IDEAŁ to taki sam jak TWÓJ IDEAŁ ? Czy z MOIM IDEAŁEM da się żyć? albo z TWOIM?Czasami , tak naprawdę, nie wiemy jaki ma być ten MÓJ, NASZ, TWÓJ, WASZ ideał ,,,,: -)
-
2009/11/14 13:30:11
Moja mądra mama dala mi radę - "synu nie szukaj ideałów bo życie przemknie ci koło nosa"
Nie szukałem. Dzięki temu miałem cztery idealne żony z których żadna nie była ideałem ale jak było nam cudownie ze sobą .
-
2009/11/14 15:54:28
Ika, o to to...każdemu wg potrzeb;))


Herenice-a., miałam kiedyś cudownego wujka. Nazywał mnie swoja osobistą narzeczoną i miał serce na dłoni... Miał trzy żony i mówił: Jestem smakoszem kobiet.Był niesamowitym człowiekiem;))
-
2009/11/14 15:55:00
No tak, i z Berenice zrobiłam Herenice-przepraszam;))
-
2009/11/16 08:49:05
Chcialam "uzupełnić"ideał ale wklejka poszła gdzie indziej,,,,
-
2009/11/16 13:58:13
Ika, to znaczy gdzie?/zerl spod grzywki/:P
-
2009/11/17 09:52:07
--------------------------------- tam /pokazała język/ : -)
-
2009/11/17 16:06:21
Rozmijamy się, Ika.Kurde, no!
statystyka Protected by Copyscape Unique Content Check